w Kościele życiowo

krytyka czy krytykanctwo?

Krytykować też trzeba umieć. Mówią, że jak się chce kogoś uderzyć, to kij zawsze się znajdzie. Tę życiową mądrość można bez skrupułów przyłożyć także do naszego spojrzenia na świat i Kościół, czy to w prywatnych rozmowach czy w ogólnopojętej publicystyce. I nie chodzi o to, by błędów i minusów nie dostrzegać i pomijać je znaczącym milczeniem. Powtarzanie za Alicją z Krainy Czarów „Nie ma cię! nie ma cię!”, nie sprawi, że słabości i grzechy całego świata (w tym także Kościoła) znikną niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. One są i będą, jednakże samo ich wytykanie niczego nie zmieni.

Uczmy się od uczących. W edukacji szalenie ważny i coraz bardziej powszechny jest system oceniania kształtującego. Staramy się nie tylko sumować wiedzę i umiejętności ucznia, ale dawać mu informację zwrotną o jego słabych i mocnych stronach, możliwościach, które może wykorzystać. Wprawny nauczyciel potrafi, poznawszy ucznia, wskazać mu nowe metody nauki dostosowane do jego zdolności, opracować system rozwijania się i przezwyciężania słabości. W skrócie: konstruktywna krytyka. Nie wystarczy powiedzieć: bardzo dobrze, minus trzy. Patrząc przez odpowiedni pryzmat każdy ma talenty, robi coś naprawdę dobrze, a jeśli w czymś niedomaga rolą osoby nauczającej jest wskazać rozwiązania i zaproponować pomóc.

Kościół to żywy organizm. Nikt inny, jak właśnie ludzie robią w nim Dobro… i zło. Mówiąc zatem o nim powinniśmy wcielać się w rolę dobrych nauczycieli, mentorów, którzy mają wpływ na rozwój tego organizmu, jakim jest Kościół. Niech każdy zatem, kto podejmuje się oceny jego kondycji zastanowi się, czy nie jest to tylko bezmyślne wytknięcie błędów. A może sam potrafiłby w tej sytuacji wskazać rozwiązanie problemu, choćby podjąć próbę? To zaś nie zawsze okazuje się łatwe, dając nam do zrozumienia, że być może jest jak jest, bo ciężko znaleźć inne, jakiekolwiek możliwości poprawy sytuacji. Z drugiej strony mówiąc o Kościele i jego potknięciach, dla równowagi moglibyśmy w tej samej wypowiedzi znajdować przykłady dobrych praktyk. I nie chodzi tu o zaklinanie rzeczywistości, ale o motywację. Jako komentatorzy, zwłaszcza publiczni, stawiamy się poniekąd w roli liderów, a zadaniem tychże jest właśnie motywowanie do zmian, do działania, ku poprawie stanu całej organizacji.

Nie ulegajmy statystykom. Wychodząc na spacer z psem statystycznie ja i on mamy po trzy nogi. W każdych statystykach – profesjonalnych i opartych na naszych obserwacjach – istnieje coś takiego jak błąd statystyczny, uproszczenia, które należy przyjąć na potrzeby badań. Niejednokrotnie bolesne i niesprawiedliwe dla tych, których dotyczą, choć nie zawsze nieprawdziwe w 100%. Naukowe i badawcze podejście do otaczającej nas rzeczywistości nie tylko rozwija nasze umiejętności poznawcze, ale przede wszystkim czyni z nas obiektywnych komentatorów. I zupełnie nieważne jest to czy rozmowy toczą się przy rodzinnym stole czy na łamach popularnych tygodników. Twarz warto zachować w każdych okolicznościach.

Samospełniająca się przepowiednia? Nic samo się nie dzieje, a od samego mówienia nie zmieni się to, co nas boli w świecie i Kościele. Szukanie jednak pozytywów i niejednokrotnie podkreślanie nawet tych najprostszych przykładów dobrych praktyk może nie tylko pokazać nieprzekonanym, że wokół nas dzieje się dobro. Przezwyciężenie chęci krytykowania dla samej krytyki i poskromienie w sobie malkontenta przede wszystkim może pozwolić odnaleźć recepty na dotychczasowe niepowodzenia… zło Dobrem zwyciężaj (Rz 12, 21)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *